Cocaine Is A Hell Of A Drug

Champagne Wishes And Caviar Dreams

Miami się zmieniło

Miami się zmieniło. Marihuana, która przypływała z południa zrobiła się mało opłacalna. Mało kto ją kupował, a głównie to byli biedni. Na rynku pojawiło się coś innego – kokaina. Bogaci szybko się nią zainteresowali i się zakochali. Koledzy Matthew i jego siostra mieli nowego znajomego – Sebastiana. Kolumbijczyk z mocnym akcentem, ale na szczęście wystarczająco zrozumiałym. Mówił, że pochodzi z Kolumbii i ma pewnych znajomych, którzy mogą rozkręcić interes. Potrzebował pomocy Matthew i jego znajomych. Kokaina miała płynąć.

Matthew był bardziej doerem niż gadaczem, więc zajął się logistyką interesu. Jak było potrzeba załatwić jakiś wóz czy łódź, to Matthew był tą osobą. Znajomi zajmowali się handlem, a on jedynie załatwiał transport. Wszystko przebiegało świetnie. Biała dama. Kokaina. Mieli w rękach prawdziwy towar. Prawdziwą przyszłość Florydy w rękach. Do pewnego momentu aż zaczęły się problemy, a ktoś musiał je rozwiązać!

Problemem okazał się konkurencyjny gang. Równy “upstart” co gang od Matthew. Zostali wygonieni z terenów kartelu Sinaloa, więc musieli znaleźć inne miejsce. Wypadło na ten teren. Jako nieliczny gang składali się z kilku członków, a przewodził nimi Big T. Tyrone to był ogromny czarnoskóry skurwiel, który podobno był w stanie wyrwać łeb typowi. Takie przynajmniej plotki mówili. Nie patyczkowali się, ale nie mieli także zamiaru iść z większym gangiem, a tym razem kartelem, we szranki. Wiedzą, że by tego starcia nie przeżyli. Podkradali im klientele, a tego się po prostu nie robi.

Czas było kombinować. Matthew przyjrzał się okolicy i postanowił wziąć się za planowanie. Nowi myślą, że tutaj będzie im dobrze. Nie tak się wydaje. Matthew opłacił kilku bezdomnym, aby łazili po terenie udając, że potrzebują kasy, tak przynajmniej przez tydzień. Do tego poprosił klientów o kłamanie w zamian za mały dodatkowy procent kokainy. Mieli mówić, że nie mają aktualnie kasy, bo wydali na coś innego. Przyszła pora także na inny pomysł – zakup domów lub przynajmniej udawanie. Poprosił pewnych sąsiadów, aby rozwiesili tabliczki, że sprzedają dom lub że został sprzedany. Nowi ludzie, nie zawsze wiadomo czy można im ufać. Został tylko jeden element.

Gang Big T wyprowadził się zaledwie po dwóch tygodniach działania. Podobno znaleźli jakiś dobry teren blisko Lemon City, terenie Haitańczyków. Czemu wcześniej tam nie poszli, skoro sam był z Haiti? Nieistotne. Czas był, aby Matthew rozpoczął trochę aktywniejsze podejście do gangu. Rozszerzyć wpływy dalej. Rozwinąć skrzydła! Pierdolić tego Kolumbijczyka, co on wie o przyszłości tego interesu i tak wydaje się być jeszcze bardziej szemrany niż inni.

Interes Matthew się rozkręcał. Wszystko szło gładko. Jednak pewnego wieczoru dostał telefon od Sebastiana. Był wkurzony. Nie podobało mu się, że Matthew poszedł na samowolkę. To dzięki NIEMU ten gang ma cokolwiek i powinni go za to szanować! To oni powinni go słuchać. Matthew zbytnio się nie przejął gadką typa. Po pierwsze, wyglądał jak chuchro. Po drugie, Matthew był w wojsku, poradzi sobie. Po trzecie, znajdzie dostawcę gdzie indziej. Pożegnał się z Sebastianem. Niestety to był błąd od Matthew. Władza musiała mu kiedyś walnąć w łeb i mimo iz nie był na kokainie, to czuł się jakby przed chwilą ją wziął. Czuł się nietykalny. Tak niestety nie było. Pewnej nocy miał wrócić do swych kumpli i ustalić plan działania. Wszystko na zewnątrz było w porządku, ale kiedy otworzył drzwi, jego oczy się otworzyły szeroko. Pomieszczenie było całe we krwi. Krwi jego ziomków, a pośrodku siedział sobie Sebastian. Bardziej blady niż wcześniej i miał kły. Co było grane? Zanim Matthew mógł zareagować, poczuł metal dotykający jego szyję. Jak? Nikogo za nim nie było! Wręcz został “zaproszony” do środka. Sebastian nie był sam. Miał kilku kumpli. Dwóch z nich, co jeden nożem zaprosił Matthew do środka, wyglądało jak wyjęci z koszmarów lub trędowaci. Szybko dowiedział się o sytuacji. Sebastian uznał, że Matthew i jego grupa nie są mu już potrzebni, więc ich zabił. Chciał jednak aby Matthew cierpiał i widział rzeź zanim jego zabije. Objawił mu, że jest wampirem, nocnym łowcą i spija krew, a krew przyjaciół była taka cudowna. Kiedy to już miało nadejść, ten kres. Kiedy Matthew krzyczał z całych sił, że się zemści, na swych kolanach, to było słychać strzały. Osoby w środku albo padły na ziemie z powodu kul, które przelatywały przez drzwi lub okna albo padły aby się przed nimi chronić. Matthew wykorzystał ten moment i wyskoczył przez okno. Szybko ujrzał tylko dwie drogi ucieczki. Niedaleko stąd stał zaparkowany Porshe z kobietą, która chyba czekała na kierowcę. Mógłby ten wóz zwędzić i zwiać bardzo szybko. Ale może być pościg! Zobaczył także wejście do kanałów. Miami nie miało tak głębokich, by musiał się tarzać w gównie, ale by pewno uciekł przed sprawcami. Kto by szukał w kanałach w takiej sytuacji?! Ale to wampiry, kto wie. Przed Matthew stanął trudny wybór.

Matthew wskoczył do wozu i bez większego namysłu uruchomił silnik i wcisnął gaz. W swej głowie wyobrażał sobie, że kobieta obok krzyczy lub coś mu robi podczas jazdy. Nic takiego nie było. Zauważył dopiero po dwóch minutach, że kobieta siedząca obok była spokojna, nie przejęta, że ktoś ją porywa. Matthew był cały we krwi swych kolegów i to nic na kobiecie nie robiło. Ubrana była jak dzisiejsza kobieta biznesu – Yuppie. Kolorowy garnitur, włosy podniesione. Miała może blisko 40, może więcej lat, ale nadal wyglądała jak ciacho. Podróż samochodem dla Matthew okazała się śmiertelna. Matthew zmarł, ale poznał kogoś nowego. Lillian. Imię które do końca swego nowego życia po śmierci zapamięta.

Comments

Tom_Burgle

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.